|
There are no translations available
Polska powinna zerwać negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej. Jeśli z jakichś względów nie może tego uczynić, powinna przeciągać je aż do wyboru nowego prezydenta USA Czy w interesie Polski jest budowa na jej terytorium amerykańskiej tarczy antyrakietowej? Przyjrzyjmy się argumentom w tej sprawie. Straszak irański Uzasadniając budowę tarczy, Biały Dom powoływał się na konieczność obrony USA przed atakiem rakietowym ze strony Iranu. Czy jednak Iran rzeczywiście zagraża Stanom Zjednoczonym? By Iran stanowił niebezpieczeństwo dla Ameryki, musiałby być w stanie wyprodukować rakiety dalekiego zasięgu z doskonałym systemem sterowania. Takich rakiet nie da się jednak zaprojektować i zbudować w ukryciu i tanio. I w USA, i w ZSRR nad ich wyprodukowaniem pracowało przez blisko dziesięć lat kilka tysięcy najlepszych naukowców i inżynierów w znakomicie wyposażonych laboratoriach wojskowych. Konstrukcja rakiety wymaga ogromnej liczby prób technicznych, których nie da się ukryć, gdyż silnik rakietowy wydziela tyle ciepła, że wręcz oślepia kamery satelitarne. Do wystrzelenia rakiety potrzebne są potężne wyrzutnie z potężnymi dźwigami lub równie potężne silosy. Te budowle są tak duże, że dostrzec je można śmiesznie łatwo z satelitów szpiegowskich. Iran nie ma i prędko mieć nie będzie zasobów konstruktorskich, które pozwoliłyby mu zbudować rakiety dalekiego zasięgu, nawet przy najlepszej koniunkturze na ropę naftową. Iran jest bowiem ciągle krajem Trzeciego Świata z kosmetycznymi tylko elementami z Pierwszego Świata. Po rewolucji Chomeiniego wielu naukowców uciekło z tego kraju i dziś pracuje na uczelniach amerykańskich. Tych, którzy pozostali w Iranie, nie wystarczy, by podjąć pracę nad konstrukcją rakiet. Krótko mówiąc, twierdzenie, że Iran może realnie zagrozić USA atakiem rakietowym - to czysta fantazja. Potwierdza to fakt, że kilka miesięcy temu rząd amerykański musiał przyznać, iż podejrzenia, jakoby Iran budował broń jądrową, okazały się nieprawdziwe. Iran zaprzestał badań nad bronią jądrową w 2003 r. Powie ktoś: Iran mógłby zakupić rakiety dalekiego zasięgu wraz z wyrzutniami w innym kraju. Teoretycznie tak. Ale teoretycznie może to zrobić każdy inny kraj, a Ameryka wrogów ma dziś sporo. Czy wobec tego należy budować tarcze chroniące przed każdym nieprzyjaznym krajem? Jedynym krajem, który mógłby względnie łatwo sprzedać rakiety dalekiego zasięgu, jest Rosja. Ale rakieta - to nie rzecz, którą da się ukryć w walizce. Oczy satelitów szpiegowskich natychmiast i bez trudu wyłapią ruch takich obiektów. Przy całej rezerwie do strategii Putina, nie jest prawdopodobne, by Rosja chciała ryzykować wojnę atomową z USA, przymykając oko na takie transakcje. Załóżmy jednak na chwilę, że jakąś rakieta została cudem przeszmuglowana do Iranu i wystrzelona w stronę Ameryki. Aby ja zestrzelić, potrzebny jest ogromnie zaawansowany system radarów i rakiet kontratakujących. Amerykańscy naukowcy od czasów prezydenta Reagana pracują nad takim systemem - z marnym skutkiem, bo to zadanie przekracza możliwości dzisiejszej techniki. Tak więc twierdzenie, że tarcza okaże się skuteczna, to kolejna fikcja. Pomysł z czasów zimnej wojny Komu zatem potrzebna jest tarcza? Jak w starym porzekadle: temu, kto na tym zarobi. Rząd prezydenta Busha wraz z republikańskim Kongresem oferował przemysłowi zbrojeniowemu niezwykłe pieniądze - w tym roku wydatki wojskowe mają pochłonąć prawie 700 mld dol., z czego wojna w Iraku - "tylko" 90 mld. Reszta pójdzie na przemysł zbrojeniowy i koszty utrzymania wojska. Dla porównania: na edukację przeznaczono 59 mld dol., na zdrowie - 52 mld, na sprawiedliwość - 43 mld. Amerykański przemysł zbrojeniowy to "nieustannie głodny smok", który wciąż szuka pokarmu w postaci nowych kontraktów. Niewiele z nich jest konieczne dla obrony kraju. W ogromnej większości służą one zwiększaniu zysków firm zbrojeniowych i rozdawnictwu świetnie płatnych posad. Czy są powody, dla których tarczę warto instalować w Polsce? Głównym argumentem zwolenników tarczy jest przyszła obecność wojsk amerykańskich na terytorium Polski. W myśl tej logiki, obecność żołnierzy USA każe ewentualnym wrogom Polski poważnie się zastanowić, zanim zdecydują się na atak. To rozumowanie miałoby jakiś sens w czasach zimnej wojny, dziś jednak Polska jest mocno osadzona w strukturach Unii Europejskiej i NATO - i nikt nie zagraża jej militarnie. Nawet najzagorzalsi krytycy antydemokratycznej polityki Putina nie twierdzą, że Rosja może zbrojnie zaatakować Polskę. W najgorszym scenariuszu - może zakręcić jej kurek z gazem. Obecność amerykańskiej tarczy w Polsce wznieca natomiast w Rosji paranoiczne poczucie zagrożenia militarnego. I trudno się dziwić - jak zareagowałyby Stany Zjednoczone, gdyby Rosja umieściła taką tarczę na Kubie czy w Wenezueli? Tarcza osłabia też pozycję Polski w Europie. Wielu polityków europejskich twierdzi, że pomysł budowy tarczy amerykańskiej w Polsce poza strukturami NATO przyczyni się do osłabienia Sojuszu Atlantyckiego, a zgodne pomruki wymuszone na dowództwie NATO przez USA nie zmienią tego stanu rzeczy. No bo jeżeli nie buduje się tarczy w ramach strategii obronnej NATO - choć rzekomo chodzi o zagrożenie członka NATO - to jaka jest w ogóle racja bytu Sojuszu? Gdyby Rosjanie lepiej to rozumieli, skwapliwie zgodziliby się na tarczę - w nadziei, że osłabi ona spoistość NATO. Ważna jest też społeczna percepcja tarczy w "starej" Europie, gdzie na Polskę patrzy się jak na nowego przybysza, który, gdy tylko został zaproszony na europejskie salony i uraczony potężnymi funduszami, niezwłocznie zabrał się za przemeblowywanie europejskich i natowskich struktur obronnych. Jeden z liderów zachodnioeuropejskich w prywatnej rozmowie porównał polską tarczę do zrobienia kupy na stole jadalnym Europy. Zerwać - lub przeciągać A może są jakieś inne racjonalne powody, dla których warto instalować tarczę w Polsce? Prasa informuje o negocjacjach prowadzonych przez ministra Radosława Sikorskiego mających na celu wzmocnienie obronności Polski, być może amerykańskimi rakietami Patriot. Należy jednak pamiętać, że ze strony amerykańskiej negocjacje są prowadzone przez przedstawicieli gabinetu Busha, który za kilka miesięcy zakończy swą kadencję. Czy taki partner może przyczynić się do wzmocnienia polskiej obronności? Nieudane doświadczenie z offsetem za samoloty F-16 powinno być tutaj jakąś wskazówką. Czy wobec tego Polska powinna natychmiast wycofać się z projektu tarczy? Zapewne groziłoby to jakimś niezadowoleniem ze strony administracji prezydenckiej, jednak rząd Busha - wyjątkowo niepopularny w społeczeństwie amerykańskim - nie jest już w stanie zbytnio Polsce zaszkodzić. Z całą pewnością można natomiast powiedzieć, że następny gabinet będzie się starał zrezygnować z wielu katastrofalnych pomysłów ekipy Busha. Jeżeli mimo wszystko istnieją jakieś przyczyny, dla których nie warto zrywać obecnych negocjacji w sprawie tarczy, to najlepszym rozwiązaniem byłoby ich maksymalne przedłużanie, aż do wyboru nowego prezydenta. Jest prawdopodobne, że nowy rząd dramatycznie ukróci wydatki na przemysł zbrojeniowy i "utnie głowę" tarczy z powodów finansowych. Gdyby nawet tego nie zrobił, negocjacje z przyszłym rządem - bez względu na to, kto wygra wybory - będą bardziej wiarygodne i korzystne dla Polski niż dogadanie się z rządem Busha. *Peter Tomar jest naukowcem, pracuje w Kalifornii http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4981424.html Źródło: Gazeta Wyborcza
|